Początki górnictwa w Zlatych Horach toną w mrokach dziejów. Przypuszcza się, że pierwsze prace wydobywcze miały miejsce w okresie lateńskim (prawdopodobnie w dwóch ostatnich wiekach przed naszą erą) i wiązały się z początkiem osadnictwa na tym terenie (Novotný, Zimák, 2003). Istnieje wiele przesłanek (choć brak źródeł pisanych), że intensywne prace górnicze były prowadzone tu w czasach Mieszka I, Bolesław Chrobrego i Brzetysława I (950 - 1050). Pierwsza wzmianka o miejscowości Zlate Hory pochodzi z roku 1263 (prawa miejskie 1306 r.). Wiek XIII to okres wielkiego zintensyfikowania robót górniczych, które podejmowano także na południowych stokach Góry Poprzecznej (Příčny Vrch). Początkowo eksploatowano złoża wtórne złota metodami powierzchniowymi (tzw. miękkie kopalnie), jednak pod koniec tego stulecia rozpoczęto także drążenie pierwszych sztolni i szybów (pole górnicze Obirschar). Z I poł. XIV w. zachowały się dokumenty potwierdzające istnienie sztolni dziedzicznych w polu Altenberg. Wkrótce jednak nastąpił kilkudziesięcioletni okres upadku górnictwa - prace podjęto dopiero pod koniec I poł. następnego wieku. Rozpoczęto wtedy drążenie sztolni za złotonośnymi żyłami kwarcu: Marie Pomocne I - IV, kopalnia Anna. Wielki rozkwit górnictwa nastąpił z przejściem tego obszaru we władanie biskupów wrocławskich w 1467 roku. W listach biskupa Rudolfa von Rudesheim z 1477 roku wymienione są wszystkie czynne kopalnie: Obirgrube na polu Starohoři (Altenberg), Nyderszeche (Stara Sztolnia Hackelsberska - Alt Hackelsberg), Hackelsberg, kopalnia Hatschwatsch (być może dzisiejsza sztolnia Ołowiana) oraz Neufang (Novotný, Zimák, 2003). W tym czasie rozpoczęto także wydobycie rud innych metali: miedzi, ołowiu i srebra. W miarę postępu prac górniczych, sięgano po coraz głębiej zalegające złoża, których odwodnienie nie było możliwe poprzez istniejące sztolnie dziedziczne. Pomimo postępu w dziedzinie odwadniania, jaki nastąpił wraz z pojawieniem się tzw. kunstów, nastąpiło spowolnienie prac górniczych (wyraźnie spadła też wielkość wydobycia). Jednak w zasięgu ręki górnicy mieli w polu Altenberg bardzo bogatą żyłę, w której średnia zawartość złota dochodziła do 33g/t (a do tego jeszcze 19g/t srebra oraz do 3% ołowiu!). By sięgnąć do tego bogactwa, w roku 1577 rozpoczęto na przeciwległym stoku Poprzecznej Góry drążenie sztolni, która miała odwodnić cały ten obszar górniczy. Ten zamiar powiódł się dopiero w XX w. (obecna sztolnia Mir)! Wiek XVII to niemal całkowity upadek górnictwa wywołany wojną trzydziestoletnią, epidemiami i niepokojami społecznymi. Większość kopalni została porzucona, woda zalała wyrobiska poniżej sztolni dziedzicznych. Po okresie niepokojów wznawiano jeszcze wielokrotnie prace górnicze w dawnych wyrobiskach, by później je wstrzymywać z przyczyn ekonomicznych. Koszty prac górniczych i odwadniania kopalni były bowiem bardzo wysokie, a zawartość złota w złożu systematycznie spadała (pod koniec XVII w. było to już tylko 2 -4 g/t). Ta sytuacja trwała aż do roku 1952, kiedy to przeprowadzono badania geologiczne całego masywu Poprzecznej Góry. Rozpoznanie złoża przyniosło pozytywny wynik i wkrótce rozpoczęto prace górnicze na dużą skalę. Poszerzono i pogłębiono wyrobiska w dawnych sztolniach: Modrej, Starej Hackelsberskiej, Józef, Barbara, Sarkander i innych. W latach 1960 - 63 wydrążono sztolnię Mir, która połączyła się z wyrobiskami dawnej sztolni Hackelsberg. W latach 80 - tych XX w. wykonano przekop, który połączył wszystkie nowe wyrobiska. Kopalnia miała już wtedy 5 poziomów (dolny 384 m n.p.m.) i kilkadziesiąt kilometrów wyrobisk. Wydobywano tu głównie miedź, a w mniejszych ilościach złoto, srebro, ołów i cynk. W 1993 r. podjęto decyzję o likwidacji kopalni - część starych wyrobisk objęta została ochroną, część zabezpieczono i zamknięto tamami. Szacuje się, że przez cały okres funkcjonowania kopalni w Zlatych Horach wydobyto nieco ponad 5 ton złota. Oprócz tego w latach 1965 - 93 (wydobycie we wcześniejszych okresach jest bardzo trudne do oszacowania): 3,5 mln ton miedzi, 9 tys. ton cynku, 400 ton ołowiu i ok. 750 kg srebra (Novotný, Zimák, 2003). Warto wspomnieć, że w 1590 roku znaleziono w złożu wtórnym samorodek złota o wadze 1,39 kg! Kolejną ciekawostką jest istnienie tzw. "złotego słupa" - potężnej żyły, stosunkowo bogatej w złoto (ok. 2,4 g/t), eksploatowanej w XX w. w sztolni Mir. Miał on 100 - 200 m szerokości i zapadał się stromo (pod kątem ok. 45 stopni) od powierzchni do poziomu 5 (380 m n.p.m.).
Obecnie cały ogromny zespół wyrobisk w Zlatych Horach stanowi unikalny w skali europejskiej element dziedzictwa kulturowego. Znakomity stan zachowania wyrobisk i elementów dawnego wyposażenia kopalnianego, a także znajdowane tu zabytki ruchome, kwalifikują ten obszar do najcenniejszych reliktów dawnego górnictwa kruszcowego w naszej części Europy. Eksplorowane przez nas stare wyrobiska sztolni Althackelsberg to niezwykłe "muzeum" XVI - wiecznej techniki górniczej! Tu czas naprawdę cofa się o ponad 400 lat!
Eksplorację kopalni przeprowadziliśmy w marcu 2010r., wspólnie z silną grupą ze Złotego Stoku, Nysy, Gliwic i Jaworzna (pozdrawiam Was wszystkich!). Mimo trudnych warunków na powierzchni (zima w pełni!), śpieszyliśmy się z wyjazdem, wiedząc, że wejście do Hackelsberga ma zostać zabetonowane przez czeski nadzór górniczy. Do sztolni trafiliśmy wieczorem, po 40 - minutowym marszu w masywie Poprzecznej Góry. Wejście jest zabezpieczone, ale nasi poprzednicy przekuli ciasne przejście. Stajemy przed otworem i czujemy silny prąd powietrza: kopalnia oddycha! Kolejno przeczołgujemy się przez zacisk i oto nagle znajdujemy się w baśniowej krainie lodu! Ociosy pokryte są fantazyjnymi lodowymi polewami, ze stropu zwisają kurtyny z 2 - metrowych sopli, a na spągu tysiące lodowych "chłopków" o przeróżnych kształtach! Kilkadziesiąt metrów od wejścia znajduje się 2 - metrowa tama, za którą sztolnia zalana jest do wysokości 1 metra. Brodzimy ok. 50 m w lodowatej wodzie, dalej, w miarę podnoszenia się spągu sztolni, poziom wody powoli się obniża, aż wchodzimy w suche partie. Szeroki, nieobudowany chodnik prowadzi nas w głąb masywu Góry Poprzecznej. Po ok. 100 m, po prawej, otwiera się boczny chodnik prowadzący do magazynu materiałów wybuchowych. Ku naszemu zdumieniu, kopalnia wygląda nie na planowo zlikwidowaną, ale raczej nagle porzuconą: zachowała się w niej niemal cała infrastruktura techniczna: kompletne torowiska, sieć trakcyjna dla elektrycznych lokomotyw, sieć energetyczna, sprężonego powietrza i wentylacyjna, kompletne klatki wind itp. Wszędzie stoją doskonale zachowane wagoniki, niektóre nawet załadowane! Ba, co kilkadziesiąt metrów w lewym ociosie wykuto sporej wielkości wnęki, a w nich, równiutko poukładane, leżą nigdy niewykorzystane lutnie! Później, na drugim poziomie, znajdujemy nawet poukładane elementy obudowy górniczej! W pomieszczeniach zachowało się mnóstwo szafek, półek, w chodnikach stoją porzucone wyciągarki... Widok u nas zupełnie niespotykany: albo wyposażenie zostało wywiezione przy likwidacji kopalni, albo wyszabrowane przez złomiarzy, którzy dobierają się nawet do obudowy chodników, mimo że grozi to zawałem (jak w Kowarach). Po dłuższym marszu (1 km? 1,5?) dochodzimy do upadowej, która prowadzi na drugi poziom. Schodzimy stromym chodnikiem ze świetnie zachowanymi odciskami potężnych opon ciężarówek. Ok. 100 m poniżej górnego poziomu kopalni skręcamy w lewo, by dojść do głębokiego szybu prowadzącego na 3 poziom kopalni. Przy szybie, niemal gotowa do użycia, stoi wyciągarka napędzana sprężonym powietrzem. Wracamy do upadowej i schodzimy jeszcze niżej, by po chwili wejść w kolejny boczny chodnik. Na jego końcu znajduje się przebitka prowadząca do najstarszej partii kopalni. Przeciskamy się przez ciasny otwór i stajemy zachwyceni: przed nami doskonale zachowane XVI - wieczne wyrobiska! W ciszy, która zapadła, niemalże słychać uderzenia perlika o żelazko! Stoimy w miejscu, w którym niska (1,5 - 2,5 m), szeroka na 6 - 7 metrów upadowa przechodzi w szyb. Widać, że dawni górnicy podążali za stromo opadającą żyłą. Strop z niezwykłymi naciekami schwertmannitu podpierają potężne drewniane filary. Na spągu leżą równo poukładane drabiny, a obok nich drewniane rury służące do odwadniania kopalni. Wszędzie widać ślady ręcznego urabiania skał. Ta część kopalni była całkowicie zalana przez ponad 300 lat! Dopiero w latach 90 - tych, górnicy poszukujący przyczyny ciągłych wypływów wody w kopalni, wykonali przebitkę otwierającą drogę do nieznanych wcześniej wyrobisk. Ruszamy w górę upadowej, stopniowo szczelina robi się coraz niższa i szersza. Momentami musimy przeczołgiwać się pod drewnianym rurociągiem i fragmentami obudowy. Po ok. 100 m upadowa gwałtownie robi się bardzo stroma i przechodzi w potężną, wąską komorę. Obserwujemy strop i widzimy, że doszło tu do zawalenia stropów między kilkoma poziomami chodników. Spąg zaściełają tu potężne głazy - miejscami wymaga to sporych umiejętności wspinaczkowych. Po dalszych 150 m dochodzimy do, współczesnej już, drabiny, którą wspinamy się do wyższych partii kopalni. Tu musimy przeciskać się ciasnymi (ok. 0,5 x 1,0 m) chodnikami w misternej, drewnianej obudowie. Co kilkadziesiąt metrów trafiany na wysokie komory, będące łącznikami pomiędzy chodnikami na różnych poziomach. W niektórych miejscach dwa poziomy dzieli zaledwie około metra skały! W jednej z takich komór trafiamy na oryginalną XVI - wieczną drabinę! Po spenetrowaniu tej części wyrobisk, wracamy do upadowej. Jeszcze sesja zdjęciowa i opuszczamy to niezwykłe miejsce. Jaka szkoda, że dostęp do kopalni ma zostać zamknięty! Chętnie byśmy tu jeszcze nie raz wrócili! Szkoda, że nie ma planu udostępnienia tych partii miłośnikom dawnego górnictwa - toż to absolutny unikat! Wracamy do głównej upadowej i schodzimy nią na drugi poziom kopalni. Zwiedzamy te rozległe partie, pełne różnokolorowych nacieków. W końcu dochodzimy do 2 potężnych komór: nie są może tak wielkie, jak te w Żebraczce, ale też robią na nas wielkie wrażenie. Większa z nich ma na oko 100 metrów wysokości! Próbujemy zrobić zdjęcia, ale nic z tego nie wychodzi - nie jesteśmy w stanie dostatecznie oświetlić jej ścian. Później oglądamy zakorkowany, a może ślepy szyb. W bocznych chodnikach widać wyraźnie żółtą lamperię - widać, że okresowo stoi tu woda do poziomu ok. metra. Początkowo planowaliśmy pójść jeszcze dalej - do sztolni Mir, a jak czas pozwoli to nawet do Modrej sztolni. Teraz widzimy, że nic z tego nie wyjdzie: jest już 5 rano i musimy wracać (część z nas idzie do pracy)! Powrót stromą upadową, którą trzeba pokonać niemal 200 metrów w pionie, po nieprzespanej nocy i męczącej eksploracji, wyczerpuje mnie całkowicie. Teraz myślę tylko o powrocie do domu i gorącej kąpieli. Ale kiedy dochodzę do samochodu już zaczynam myśleć o powrocie do tej niezwykłej kopalni... Koledzy Czesi: nie zalewajcie jej betonem!