O tym wyjeździe myśleliśmy od lat. I wreszcie nadeszła chwila spełnienia marzeń! Zarezerwowaliśmy bilety na promy, kupiliśmy przewodnik, mapę i w drogę! Plan był taki: jedziemy do Danii, potem promem z Frederikshavn do Oslo, zwiedzamy ile się da (celowo nie robimy szczegółowych planów - niech prowadzi nas los) i, w drodze powrotnej, Szwecję. Wracamy promem z Karlskrony do Gdyni.
W Norwegii chcieliśmy zobaczyć fiordy (zwłaszcza sławny Sognefiord), płaskowyż Hardangervidda, lodowiec Jostedalsbreen i, oczywiście, stanąć na krawędzi Prekestolen. Pierwotnie planowaliśmy korzystać z prawa Allemansretten, czyli nocować na "dziko". Jednak nie było to wcale łatwe - dogodnych miejsc nie spotkaliśmy zbyt wiele, a jeśli już, to trafialiśmy na nie zbyt wcześnie na rozbijanie obozów. Wbrew naszym przypuszczeniom kampingi w Norwegii (w Szwecji też) okazały się bajecznie tanie: tańsze niż w Polsce, oferując przy tym dużo wyższy standard. Najtaniej udało nam się przenocować za równowartość niecałych 60 PLN za 4 osoby, 2 namioty i samochód! Najdroższy nocleg wyniósł nas zaledwie ok. 80 PLN!
Aura również nam sprzyjała: oprócz jednego dnia, mieliśmy przez cały pobyt piękną, słoneczną pogodę. Plan udało nam się zrealizować w całości!
Norwegia ukradła nam serca: chyba w żadnym kraju nie spotyka się tylu zapierających dech widoków. Właściwie cała droga to niezwykły spektakl: wspaniałe góry, dziesiątki wodospadów, górskie jeziora, fiordy... W jakim innym kraju można jeździć latem na nartach, a po 10 minutach kąpać się w morzu?
W czasie naszego pobytu udało nam się zorganizować dwie dłuższe wyprawy: na Prekestolen i na lodowiec Jostedalsbreen. Polecamy szczególnie tę pierwszą trasę: wiodącą przez malownicze góry, wśród polodowcowych jeziorek, na skraj jednego z najdłuższych fiordów Norwegii. Widok z położonej 604 m nad lustrem wody skalnej półki jest przeżyciem niesamowitym, nieporównywalnym z niczym innym! Nawet my, oswojeni przecież z wysokością, czuliśmy łaskotanie w dołku stając na krawędzi tego urwiska!
W drodze powrotnej jedziemy przez najdłuższy w Europie tunel (24km!) i zahaczamy jeszcze raz o Oslo. Szwecja powitała nas znajomymi krajobrazami: trochę jak u nas na Mazurach.. Dwa dni poświęcamy na wycieczki archeologiczne: zwiedzamy cmentarzyska z epoki brązu, kurhany, a przede wszystkim niezwykłe ryty naskalne (także z epoki brązu). Jeszcze tylko popołudnie i wieczór spędzony w pięknej Karlskronie i czas wracać do domu... Żegnamy się z piękną i gościnną Skandynawią i przyrzekamy sobie, że wrócimy tu wkrótce!