Po ubiegłorocznym niedosycie (brak śniegu) - tym razem postanowiliśmy uderzyć wysoko (zima też była taka sobie) i ruszyliśmy w Karkonosze. Najpierw z przełęczy Okraj przez Śnieżkę do Śląskiego Domu, potem do Vyrovki, dalej do Pecu pod Śnieżką, wreszcie ponad 20-kilometrowy etap na Okraj.
Nareszcie dostaliśmy swoją porcję niedźwiedziego mięsa! Wyprawa zaczęła się spokojnie: piękna pogoda, zmarznięty, ale bezpieczny śnieg. Wszystko zmieniło się po nadejściu zmierzchu, gdy wspinaliśmy się na Śnieżkę: temperatura gwałtownie spadła, zerwał się potężny wiatr (ponad 100km/h!). Niesamowitości dodawał jeszcze niesamowity blask księżyca w pełni (za 2 godziny miało nastąpić jego zaćmienie)! Zejście ze Śnieżki to już pełne ekstremum: szlak oblodzony tak, że nie można się było utrzymać na nogach, zerwane łańcuchy i wiatr spychający nas do Kotła Łomniczki! Na szczęście mieliśmy cały sprzęt (uprzęże, liny, karabinki) i mogliśmy się asekurować wpinając się w słupki po łańcuchach! Zejście do Śląskiego Domu, które normalnie zajmuje 10-15 minut, trwało blisko 1,5 godziny! W schronisku dowiedzieliśmy się, że od dnia poprzedniego już dwie osoby poleciały w dół (700 metrów!) - jedna szczęśliwie skończyła z połamanym obojczykiem, druga trochę mniej szczęśliwie - z połamaną miednicą (mimo wszystko mogło być dużo, dużo gorzej)! Drugi dzień był już spokojniejszy, choć cała drogę szliśmy w zamieci - prowadził nas niezawodnie GPS. Tymczasem w Pecu - inny świat: tu już wiosna! Dopiero czwartego dnia znów wróciliśmy w zimowe pejzaże.
Kochamy góry zimą!